wtorek, 25 czerwca 2013

Jak ułatwić sobie życie w Holandii, czyli 3 rady dla potencjalnych i początkujących Wydaczonych

Do napisania tego tekstu natchnął mnie komentarz pod ostatnim postem napisany przez KY, w którym między innymi można przeczytać: Czeka mnie niedługo przeprowadzka do Daczlandii (studia) wraz z moim lubym (poł-dacz) i niezmiernie mnie ten fakt stresuje. (...) Chcę się przygotować psychicznie na różne sytuacje i być zawsze o krok przed Daczami. Mam ambitny plan, podbić Amsterdam, a co! Czytając te słowa zrobiło mi się bardzo miło, że Wydaczonych śledzą nie tylko Polacy mieszkający w Holandii, ale również i Ci, co planują przeprowadzić się tu w bliższym lub w dalszym czasie. Zatem ten post będzie głównie dla tych, co wyprowadzkę do Daczlandii mają jeszcze przed sobą, albo dopiero co zaczęli swoją egzystencję w kraju trawy i tulipanów. Aby mogli oni, jak to napisała KY, być o krok przed Daczami, a dokładnie to o 3 kroki ;) A co!

1. ROWER

Już na samym początku kupcie sobie rower. Może niekoniecznie w sklepie i niekoniecznie nowy, a wręcz naprawdę zalecam, abyście jednak kupili używany, nawet jeśli jego cena jest tylko ciut niższa od nówki-sztuki. Mniejsza szansa, że używany Wam skroją. A nawet jeśli prędzej czy później ukradną Wam rower, nie rozpaczajcie, bo to znaczy, że właśnie przeszliście pierwszy chrzest Wydaczenia. Nie kupujcie też swojego roweru od ćpuna za 10-15 euro. Kupcie go na jakimś targu, na przykład w Amsterdamie polecam ten na Waterlooplein, który jest czynny od poniedziałku do soboty w godzinach 09.00-18.00 (to też market dla fanów vintage-ciuchów i vintage-dodatków, super ceny i ogromny wybór!). Jakkolwiek to dziwnie zabrzmi, Holendrzy mają nieco sceptyczne podejście do ludzi, którzy roweru nie posiadają tu wcale. Ci to dopiero często słuchają niewybrednych i pseudo-żartobliwych komentarzy od Daczy. W Amsterdamie mówi się, i teraz powiem brzydko, ale ja tu tylko cytuję, z komunikacji miejskiej korzystają tylko turyści i kolorowi. Zatem rower przede wszystkim nie służy tu dla przyjemności, ale jest takim samym środkiem transportu, jak samochód. A może i nawet ważniejszym, bo jest tu taka zasada niezależna od znaków drogowych czy sygnalizacji świetlnej: zawsze pierwszeństwo ma rower, potem pieszy, a dopiero później samochód. Ja oczywiście na początku bałam się jeździć i to bardzo, zwłaszcza, że mój luby w ogóle nie patrzył czy to zielone, czy czerwone światło, ale naprawdę kierowcy jeżdżą tu bardzo uważnie i są przyzwyczajeni, że w każdej chwili może wyskoczyć im rowerzysta, więc są aż nadto ostrożni. Uważajcie tylko na taksówki, bo tym to się zawsze strasznie spieszy. Nie zrażajcie się też upadkami, bo każdy je tu kiedyś zaliczy. Ja swój upadek na rowerze miałam już w pierwszym miesiącu przeprowadzki, po którym została mi nawet spora blizna, ale trudno. Człowiek czasem tylko w taki sposób się uczy... ostrożności. Mi zajęło około pół roku, żeby na rowerze czuć się swobodnie i bezpiecznie. Wam też to przyjdzie z czasem. Teraz myślę dokładnie na odwrót, jak to myślałam na początku, czyli że to turyści jeżdżą tu jak szaleni i są zagrożeniem dla ruchu, a nie jak w moim pierwszym odczuciu, że tak jeżdżą właśnie z narażeniem swojego i cudzego życia... Dacze. 


2. KULTURA 

Każdy kulturę rozumie inaczej, ale uwierzcie mi, 80% Holendrów zrozumie znaczenie słowa kurwa. I uwierzcie mi, że to słowo jest tu przez Polaków, mówiąc delikatnie, często nadużywane. Ile to razy odwróciłam się na ulicy, bo słyszałam swoich rodaków. A raczej słyszałam, kurwa ziom, kurwa, ale masakra i kurwa, kurwa, kurwa. Jestem jak najbardziej za wolnością słowa, no ale jednak o troszkę kultury proszę, bo jeśli ktoś myśli, że w obcym kraju nikt go nie zrozumie, no to może się nieźle zdziwić. Jednak głównie chodzi o to, aby nie pogłębiać stereotypów, że Polacy to prosty, chamski naród, który wyszedł dopiero z buszu. Inna kwestia jest taka, że w oczach Holendrów my jesteśmy też za bardzo... głośni. To akurat ja w nas-Polakach bardzo lubię. To właśnie, że głośno mówimy, dużo gestykulujemy i w ogóle, że nasza słowiańska krew podgrzewa nasz temperament. Kocham to, że jesteśmy tacy pełni życia i energii, ale... Ale tam gdzie my carpe diem i epikureizm, tam Holendrzy pełen stoicyzm, wyważenie, konserwatyzm i niemalże nuda. Oni mówią cicho, prawie bez żadnych gestów, wyważeni, jakby połknęli kije od bardzo popularnego tu golfa, które wychodzą im niemal pupą. Mimika twarzy prawie zero, wyrażająca jedno wielkie zblazowane znudzenie, więc kiedy oni patrzą na nas takich rozentuzjazmowanych, przekrzykujących się w dyskusjach, których oni nigdy by się nie podjęli, bo za bardzo mogłoby się zrobić "kontrowersyjnie", to myślą o nas, że jesteśmy zbyt hałaśliwi, zbyt aroganccy, zbyt męczący, zbyt uciążliwi i by nie powiedzieć brzydko, popieprzeni. A już zwłaszcza, gdy tak podlać nasz temperament wódką, robi się wtedy mieszanka wybuchowa, która na holenderskie konserwy działa, jak na facetów ten nowy anty-gwałt "trend", czyli owłosione rajtuzy. Zatem moja rada jest taka, jak będziecie w holenderskim towarzystwie, mówcie o trzy tony ciszej, unikajcie nadmiernej gestykulacji i tematów uznanych za kontrowersyjne. Fakt, z Daczami na piwie wesoło i na luzie raczej nie będzie, a wręcz powieje nudą i zblazowanymi, nadętymi rozmowami o pracy, siłowni i wakacjach. Jednak jak to mówi ulubione przysłowie Daczów, które chcąc tu przetrwać w holenderskim towarzystwie (nie mówię przecież o polskim czy międzynarodowym) weźcie sobie głęboko do serca i wyryjcie na czole: Jeśli jesteś w Rzymie, zachowuj się jak Rzymianin. Wiem, brzmi strasznie, ale uwierzcie mi, nie ma innej drogi.


3. JĘZYK

- Spreek je Nederlands? - Een beetje... I to een beetje, czyli trochę, wcale tu nie wystarczy. Był już post o języku holenderskim, który jeśli chcesz tu zostać na dłużej i obracać się wśród holenderskiego towarzystwa, musisz znać. Ja jestem zodiakalnym bykiem, z natury leniwą bestią i jak coś mi nie przychodzi łatwo i szybko, to się od razu zniechęcam. Robienie prawka porzuciłam po pierwszym niezdanym egzaminie. Jeszcze za studenckich czasów, więc to powinno dużo Wam powiedzieć o moim charakterze (bo prawka do dzisiaj nie mam!). Do nauki holenderskiego podchodzę już, że się tak wyrażę, trzeci raz. Mój pierwszy raz z niderlandzkim był jeszcze w Polsce na kursie językowym. Potem jak się tu przeprowadziłam miałam dwa kursy pod rząd. Potem trzy miesiące przerwy, bo stwierdziłam, że to w sumie nie ma sensu. Ciągle rozumiałam tylko pojedyncze słowa a sklecenie jednego zdania zabierało mi niemal kilka minut. Potem miałam kolejne podejście, które trwa nadal. Z prywatną nauczycielką, która okazała się tańsza niż w Polsce, bo bierze 12,5 euro za godzinę. I nie dość, że to niesamowita dziewucha i z niesamowitą energią, to jeszcze z matki pół-Polka, a z ojca pół-Holenderka (i pewnie dlatego ma taką dobrą energię i taki fantastyczny temperament!). Bo dziewczyna oprócz edukowania Polaków w kierunku poszerzenia wiedzy i słownictwa z zakresu języka Holenderskiego prowadzi również zajęcia terapii... śmiechem! Zatem Kochani, nie zniechęcajcie się i ciągle walczcie. Zawsze warto znać dodatkowy język i warto pokazać Daczom, że Polak potrafi! Wpierw, gdy przeprowadziłam się tu rozumiałam 3% z tego, co do mnie mówili, dziś to jest 30%. I dałam sobie spokojnie 4 lata, by opanować ten język może nie do perfekcji, ale do satysfakcjonującej komunikacji. A jeśli chcecie na dzień dobry nabić sobie punktów u Daczy zacznijcie swojego smalltalka od narzekania na pogodę i od słów: wat een kloteweer! A gdy smakuje Wam jakieś jedzenie mówicie lekker ;) Więcej o języku znajdziecie w tym poście: 



Powodzenia zatem wszystkim początkującym w WYDACZANIU! A dla tych bardziej doświadczonych WYDACZONYCH gorąca prośba. Piszcie proszę Kochani w komentarzach o swoich początkach w Holandii. Im więcej rad zbierzemy dla naszych raczkujących tu rodaków, tym myślę, że będzie im łatwiej i mam nadzieję, że o wiele lżej niż nam :)

30 komentarzy:

  1. Nigdy nie byłam. Chcę się kiedyś wybrać, ale bardziej podróżniczo. Zahaczyć na kilka dni i zobaczyć, bo nawet nie wiem czy chciałabym zostać bo nigdy nie byłam, nie wiem jak to jest co się dzieje, jaka praca.

    Twój blog przybliża mi świat Holandii i życia w Amsterdamie. Co kraj to obyczaj, co kraj to pewne zasady.

    Dlatego, tak, trzeba się dostosować i nie pokazać, że strony prostaka. Przecież jesteśmy też normalni ! Dlatego "Kurwa" schować do kieszeni i śmiało atakujemy Amsterdam :)

    Ja to poproszę o wpis, np. 3 dni w Amsterdamie :) co warto zobaczyć, nie tylko turystycznie by poczuć ducha miasta :)

    Pozdrawiam i chłonę chętnie wszelkie daczowskie newsy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Okey! Mówisz i masz ;) Następny wpis będzie o tym, co w 3 dni trzeba i warto zobaczyć w Amsterdamie ;) I będzie znacznie więcej zdjęć niż słów!!!

    Pozdrowionka!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam. Ładniejsze od Amsterdamu jest Leiden ,Alphen a/d Rijn , Gouda Capelle a/d Issel , czy śliczny Noordwijk aan Zee , targ serowy w Edam zakupy na bazarze w Bewervijk , Adventure Park , Walibi czy Duindrell. To są atrakcje i warte miejsca zwiedzania. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Hej tu Gosia, dla stalych czytelnikow, ta Gosia z poprzedniego posta, ofiara "zlodzieja fashionisty" :) Siedze sobie w pracy wsrod podstarzalych Daczow, troche znudzona (oczywiscie konwersacje z podstarzylami daczami pasjonujace niesamowicie) i mysle sobie ze dodam cos od sibie na temat Daczow... Musze powiedziec ze moje pierwsze wrazenie bylo ze Holendrzy sa super itd... Schody zaczely sie jak zostalam szczesliwa wlascicielka mieszkania i pewne sprawy trezba obgadywac/wyjasniac z sasiadami Daczami. Otoz moi kochani okazuje ze Dacze takimi super sasiadami nie sa... Zaczynajac od sasiadki z parteru ktora co chwila kombinuje jakby tu nie placic na fundusz remontowy albo dostac za cos zwrot (slynne skapstwo Daczow "taken to next level"), konczac na sasiadce z gory ktora wszystko i wszystkich ma generalnie w dupie i urzadzila sobie 6-osobowy hostel w swoim 50-metrowym miszkaniu (wtf?! jako ona tam tych wszystkich ludzi pomiescila?). Oczywiscie nie dala nam znac i dowiedzielismy sie jak zaczely sie zjezdzac hordy mlodocianych turystow. Skonczylo sie na oficjalnym pismie i grozbie prawnikem, ale smrodek pozostal... Nawet sasiadka z dolu byla zbuslwersowana! Generlanie chodzi o kase, jak Dacz widzi okazje zeby cos tam gdzies tam uszczknac/zarobic to zaczyna sie sajgon. W sumie moze to pozytywna cecha ale kurcze nie kosztem innych kochani Dacze!
    Jesli chodzi o holenderski, to ja ucze sie tylko i wylacznie dla siebie, w srodowisku Daczow po pracy sie nie obracam (na szczesnie jest tu duzy wybor obcokrajowcow) i jak na dzis nie planuje :) Tak dla wyjansnienia mimo ze do Daczow trzymam tak zwany zdrowy dystans to i tak zyje mi sie tu generalnie super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa :) Amen! Trzymać ich na zdrowy dystans i żyje się w Amsterdamie super! A o daczowskim skąpstwie też trzeba będzie skrobnąć jakiś post ;)

      Usuń
  4. Nie wszyscy Dacze to skapusy :D na szczescie!

    Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to prawda, że nie wszyscy ;) O swoim lubym w życiu bym nie powiedziała, że to żyła ;)

      Usuń
  5. Dziękuję za post :)

    Właśnie zaczynam naukę holenderskiego łamiąc sobie język na kilku wcześniej już przetłumaczonych zdaniach.

    Co do skąpstwa Daczów, ma to też swoje plusy. Dostają dużo rzeczy za darmo i wiedzą jak walczyć o swoje.
    Cenna umiejętność, ale bardziej po za granicami Holandii, tam wszyscy o tym wiedzą i nie da się za wiele wskórać.
    Uwielbiają napisy : ,,free" lub ,,gratis". Taka ich natura. Trochę przewidywalna, do której da się przyzwyczaić :)
    Przeszło mi przez myśl, że popularne stanie z kartką z napisem ,,free hugs" miało by tam ogromne branie.

    Pozdrawiam i do usłyszenia,
    KY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos "free hugs" .. ostatnio szłam sobie główną ulicą w Haarlem a z naprzeciwka szły dwie nastolatki z dużą kartką przewieszoną przez szyję z napisem właśnie "free hugs" i powiem szczerze, że miały wzięcie ... tylko nie wiem z czego to bardziej wynikało, z tego że to młode i atrakcyjne laski, czy z tego właśnie, że przytulanki były "free" ;)

      Usuń
  6. Świetny tekst! :) Kiwałam tylko głową z wielgachnym uśmiechem czytając kolejne punkty. Szczególnie o emocjonalnych dyskusjach... aż mi się przypomniało, jak kiedyś rozmawiałam z koleżanką-Polką, a nasi Holendrzy z przerażeniem obserwowali cicho szepcząc "one chyba się kłócą...".
    Natomiast co do języka warto przeboleć. Męczyłam się (dalej się nieraz męczę), przechodziłam fazy głębokiejnienawiści do tego języka, ale jakież to cudowne uczucie, kiedy sąsiedzi w windzie nie patrzą na ciebie jak na idiotkę, bo nie rozumiesz co oni tam sobie daczą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Oj warto się przemęczyć, choć nawet jeszcze nie jestem w połowie drogi, ale coś tam już sobie czasem daczę i mogę nawet sporo zrozumieć z daczenia Daczy ;)
      Pozdrawiam!!!

      Usuń
  7. No to i ja coś tutaj naskrobię :) Do wiatrakowa ( jak mówię pieszczotliwie na Holandię) przyjechałam ponad 8 lat temu, również z miłości do mojego obecnego męża :) nasza historia jest dość ciekawa osobliwa i romantyczna, ale o tym może innym razem :) Tak czytam Renata Twoje spostrzeżenia na temat holendrów, Holandii i życia tutaj i muszę przyznać, że różni się nieco od moich własnych spostrzeżeń i doświadczeń. I doszłam do wniosku (również po rozmowie z moim mężem), że wynika to chyba głównie z tego, że w odróżnieniu do mnie, mieszkasz w dużym mieście, gdzie życie toczy się zupełnie inaczej, ludzie są zupełnie inni (a przecież też Dacze) niż np w tak małej mieścinie, w której ja mieszkam. Tutaj ludzie w bardzo dużej większości nie są sztywni, jakby połknęli ten swój kij do golfa, sąsiedzi są mili i pomocni, starsi ludzie roześmiani ... i powiem szczerze, że cieszę się że mieszkam na prowincji :)
    Co do moich początków tutaj to muszę przyznać, że do najłatwiejszych nie należały ... brak pracy, nieznajomość języka, brak znajomych, rodziny ... tęsknota za Polską doprowadziły mnie do poważnej depresji, ale na szczęście dzięki miłości mojego męża i wsparciu jego fantastycznej rodziny, przetrwałam ciężkie chwile i teraz czuję się tutaj jak u siebie, czuję się wydaczona i nie wyobrażam sobie kiedykolwiek powrotu do Polski. Język mam opanowany (w przyszłym roku czeka mnie egzamin państwowy), znajomych ma głownie holendrów (niestety na polakach zbyt wiele razy się zawiodłam), mam pracę, za rodziną tęsknię coraz mniej ... i generalnie nie wyobrażam sobie innego życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosia, czekam na Twoją historię z Twoim lubym w roli głównej nie w komentarzu, ale w ładnym, osobnym poście ;)

      Usuń
  8. Odpowiedzi
    1. Znając Twoją dobrą passę ostatnio, to pewnie go wygrasz ;)

      Usuń
  9. Nie miałabym nic przeciwko :) jeżeli zasłużyłam-lubię wygrywać :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny artykuł, zapraszamy do nas. Nasze felietony o życiu w Holandii z zabarwieniem psychologicznym.
    http://ipsychologia.pl/category/felietony/

    OdpowiedzUsuń
  11. I jak po tylu latach wygląda Twój holenderski? Osiągnęłaś zamierzony efekt?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie i tak, i nie. Rozumiem 70-80% (czasem bawet 90%) tego, co mówią Dacze, ale odpowiadam w języku angielskim. To chyba taka polska bariera mówienia... Jednak tu to nie przeszkadza, bo wszyscy znają angielski :)

      Usuń
    2. Jeśli ktoś chce zacząć mówić, to zacznie i bardzo szybko złapie lepszy język.

      Usuń
    3. Czy jadąc do Holandii z językiem angielskim poradzę sobie? Czy muszę dodatkowo się uczyć holenderskiego?

      Usuń
  12. jestem kierowca, który często jeździ często do Holandii, za każdym razem wyłapuje jakieś nowe zwroty, słowa, zdania. Jak pierwszy raz przyjechałem nie znałem nawet słowa; po paru latach stwierdzam że nawet nieźle sobie radze. Jeżdżę z pasażerami z Polski południowej do Holandii busem, umiejętność posługiwania się niderlandzkim i niemieckim jednak się przydaje. Przy chociażby kontroli drogowej czy innych dziwnych okolicznościach. a gdyby ktoś z was potrzebował przejechać z Holandii do Polski czy na odwrót to odsyłam was na www.busydoholandii.org Moźe się spotkamy w czasie podróży i podszkolimy trochę Holandii.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dokładnie tak jak wyżej, też jestem kierowcą busa z Polski południowej do Holandii. Języki w podróżach zagranicznych to podstawa, bardzo ułatwiają życie, a w szczególności przy kontaktach z policją :)
    Zapraszam do podróży ze mną tutaj link: http://holenderskibus.pl/ Podyskutujemy na żywo :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Super artykuł, rower to na pewno najlepsza sugestia jaką można komuś dać. Co do kultury, wręcz przeciwnie, myślę, że Holendrzy mają o wiele więcej ekspresji w wysławianiu się, niż my. Polaków na ulicy rozpoznam po tym, że prawie nie muszą otwierać ust żeby się porozumieć - bo nasze spółgłoski to przez zaciśnięte zęby się przedostaną. Za to Holendrzy muszą wymówić swoje aaa, auuu, eii itd. Po dołączeniu do kilku afstudeerborrels mam też takie wrażenie, że ich bajkopisarstwo ( z gestami) jest na dość wysokim poziomie :) Ale to może dlatego, że znasz tylko tych z okolic Amsterdamu, a my (z Enschede) tych z Amsterdamu nie lubimy :) :)
    No i język trzeba znać, żeby się lepiej czuć moim zdaniem. Mam już opanowany na poz. B2, i tylko dla siebie, bo do pracy nie potrzebuję. Fajniej wiedzieć co się wokół Ciebie dzieje.
    Pozdrawiam i powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  15. To i ja sie dołącze do dyskusji. B.T.W rowniez z Enschede od prawie dwóch lat. Kontakt z Hokendrami mam od 4 lat.Coraz więcej z Holendrami niż Polakami,jakoś do tej pory trafiałam na jakiś nietrafionych �� Im dłużej znam Holendrow tym lubię ich co raz bardziej i doceniam za uśmiech na dzień dobry, za miłe słowo, za ciekawskosc( chociaż na początku bardzo mi to przeszkadzało) za ciekawość świata, za ciężka prace( przeważnie mężczyźni), za traktowanie na równi obcokrajowcow chociaż tylu ich tu jest. Dużo by wymieniać,ale z czasem zwracam coraz mniejsza uwagę na wady a większa na zalety niestety z negatywnym efektem dla Poski i Polaków,bo tu widzę coraz więcej wad oprócz jedzenia.
    P.S.Fajny blog,chyba zagoszczą tu na dłużej

    OdpowiedzUsuń
  16. Witam. Nie mogłam sie oprzeć aby nie wrzucić paru słów. Od paru dni czytam zacięcie wszystkie informacje o Holandi. Od roku mieszkam w Niemczech...iiii....jestem strasznie zniesmaczona tym krajem (wybaczcie ale nie przesadzam). Mój plan to wyjazd do Holandii. W sumie małych dzieci juz nie mam...a ciekawa jestem życia jak cholera. Moze odnajde siebie w Holandii....zobaczymy:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wielkie dzieki autorce za super energie i dobre rady Ja mysle o wyjezdzie do Holandii Mieszkalem 10 lat w Anglii i znam jedynie jezyk angielskii Wiem ze mozna tam sie bez problemu porozumiec po angielsku ale tak jak w tekscie z pewnoscia holenderski jest konieczny do opanowania jezeli chcialoby sie zabawic dluzej Zaskoczylo mnie ze Dacze sa tak sztywni i malo ekspresyjni Przeciez moga legalnie palic :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam. Proszę o informacje, jak w Holandii wygląda sytuacja z przedszkolami dla dzieci z Polski? Są jakieś przedszkola integracyjne? Zasranawiamy się z żoną nad przeniesieniem sie do Holandii a mamy 5 letniego synka. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo cenne i ciekawe spostrzeżenia

    OdpowiedzUsuń
  20. Brawa dla Autorki! Za trafne uwagi i postępy w nauce holenderskiego :) Obecnie rośnie liczba ofert pracy dla osób bez znajomości języka - więc głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń