czwartek, 31 października 2013

Dacz Wars, epizod 2. Atak Klaunów

Dawno, dawno temu w odległej Daczlaktyce, lud polski poczynił pierwsze kroki w celu adaptacji na nowej Ziemi. Halloween to ten czas w roku, kiedy Dacze zdejmują maski i pokazują swoje prawdziwe oblicze, więc lud polski w ramach integracji licznie wybył z domów, aby poznać swoich holenderskich braci. I tak polski lud poznał kultowego w Daczlandii intelektualistę Eddiego de Clowna żywiącego się ludzkim mózgiem i prowadzącego popularne wykłady anatomiczne Eddie's Try or Die show. Tudzież podczas De Halloween Fright Nigh w parku rozrywki Walibi Holland można spotkać inne znakomitości Halloweenowej Daczlaktyki, jak Professora Mortisa, Dr. Shocka, Helgę, Cindy czy znanego wszystkim fanom twórczości Tima Burtona i uznanego przez 'Bravo Girl' najseksowniejszym mężczyzną roku, Beetlejuice'a. Więcej relacji z tego wydarzenia znów pokaże Wam YouTube. I znów film zawiera sceny drastyczne i elementy tragiczno-komiczne, zatem przygotujcie się na atak klaunów tudzież clownów. Niech moc będzie z Wami w ten Halloweenowy pogrom polskich dusz na daczowskiej Ziemi... I pamiętajcie, tę noc przeżyją tylko dziewice...  A tych, jak wiadomo, niewiele ostało się na tej, jak i każdej innej ziemi... Buahahahaha! Miłego Halloween w Daczlandii Kochani!

poniedziałek, 28 października 2013

Dacz Wars, epizod 1. Mroczne widmo (pogody)

Dawno, dawno temu w odległej Daczlaktyce, lud polski poczynił pierwsze kroki nie tyle, co w podboju nowej Ziemi, ile w jej eksploatacji. Nie były to może Stepy Akermańskie, ale i tak powiewało tam pustką, to raz z północy, to raz ze wschodu. Pewnego dnia wiatr rozszalał się na tyle, że pochuchał, podmuchał, aż Amsterdam niemal rozdmuchał... Syreny straży pożarnej wyły od rana, a i na rowerze jechać nawet Daczom było ciężko... Turbulencje w samolotach osiągały level hard, blady strach penetrował dusze pasażerów. Mroczne widmo pogody zbierało czarne żniwa, a na ulicach nie było widać prawie żywej duszy. Poprzewracane dwa koła, połamane gałęzie i wszelakie śmieci walały się po mieście, a drzewa wyrwane z korzeniami lądowały w... kanałach. Znalazło się jednak kilku śmiałków, co stawiło czoło wyzwaniu mrocznego widma. Czy im się udało? Youtube pokaże Wam jak było naprawdę... Uwaga! Film dla Wydaczonych o mocnych nerwach. Niech moc będzie z nimi!



PS Nie zapomnijcie dziś czapeczki, tudzież kurteczki z kapturkiem, żeby Was nie przewiało. Tudzież dziesięć kilo kartofli i pięć litrów wódki, żeby Was nie zwiało...

niedziela, 27 października 2013

Cho-daczki część 3, czyli najlepsze sklepy na shopping w Amsterdamie!

Dziś już ostatni odcinek z cyklu Cha-daczki, w którym tym razem udamy się w przeróżne świątynie konsumpcjonizmu. Panowie, nie zniechęcajcie się tym tytułem, bo również znajdziecie tu sklepy dla Was. I wiem, wiem, że po tym chodzeniu po knajpach, muzeach i sklepach Wasze nóżki mają już dosyć, to tak na zakończenie tej podróży po kręgach piekła, znaczy się kanałach amsterdamskich, polecam Wam tajski masaż stóp za 10 ojro. Niekoniecznie z happy endem, ale też dobry. I tym optymistycznym akcentem kończę i życzę wszystkim miłej hipsteriady i miłego wydawania (Waszych lub też cudzych) pieniędzy. Składam Wam również (i też sobie) oto takie życzenia: żebyśmy nigdy nie spotkali się na obiedzie w McDonaldzie, na kawie w Starbucksie, na koncercie Justina Biebera tudzież reaktywowanych (ponownie) Spice Girls i na zakupach w H&M. Amen. Zdjęcia z poniższej kolekcji produkcji własnej.

Zobaczta też:
 Cho-daczki część 1, czyli gdzie można pójść dobrze zjeść i wypić w Amsterdamie?
Cho-daczki część 2, czyli gdzie najlepiej iść się odchamić w Amsterdamie (i nie tylko)?  

1. Urban Outfitters

Niby sieciówka, a jaka fajna! Urban Outfitters zlokalizowane jest tam, gdzie wszystkie molochy (Zara, Mango i WC publiczne) przy Kalverstraat 31-33. Ten sklep to gigant z trzema piętrami, ale ma swój urok. Jest tam sielsko i bardzo hipstersko. Moda może niekoniecznie w moim stylu, bo dużo tamtejszych ciuszków jest niemal wyjętych prosto z szafy Miley Cyrus i Rihanny, ale nie tylko znajdziecie tam łaszki, fatałaszki, torebeczki i dodatki, ale też fajne pomysły na prezenty, jak taki dziennik snów na przykład albo piersiówka z Jezusem Chrystusem i napisem Holly water (poproszę taką w prezencie).

 
2. Cottoncake

No tu akurat ten sklep mogę polecić raczej tylko paniom. 10/10 punktów Cottoncake otrzymuje za atmosferę. Znajdziecie tam ciuchy i akcesoria od młodych projektantów, a obrazy na ścianach też są do kupienia (wystawa zmienia się co 10 tygodni). A i kawy możecie się tam napić w miłej i przytulnej atmosferze, a jak zgłodniejecie na tych zakupach, to i dobre ciacho możecie też tam wszamać. Co jedynie może zrazić, to niestety ceny. Takie miejsce znajdziecie w de Pijp przy 1e van der Helststraat 76-hs.



3.The Collector

Coś znowu dla pań. I coś znowu może nie na każdą kieszeń, ale... Ale warto śledzić promocje w tym sklepie lajkując jego fanpage (czy funpage?) na Facebooku, bo w czasie wyprzedaży naprawdę można tam upolować unikalne modowe perełki za 30% ich wartości. Tam, przy Eerste van der Helststraat 1 D znajdziecie rzeczy, które są specjalnie wyselekcjonowane przez właścicielkę sklepu na targach w Paryżu. Spójrzcie tylko na te słodkie ubranka dla dzieci! Aż chce się je schrupać (ubranka, nie dzieci)!

 
4.  Hutspot

Hutspot to taka holenderska potrawa, w której jest wszystko. I taki jest właśnie ten sklep przy Van Woustraat 4. Można kupić tam wszystko. Naprawdę wszystko. Obrazy, meble, ciuchy, biżuterię, torebki, rowery, motory (!), książki, kwiaty, jedzenie, a i kawę można tam wypić na miejscu. Niby Hutspot to sklep, ale jest też trochę taką małą galerią sztuki. Warto tam przyjść w weekend z lubą lub z lubym, choćby tylko po to, żeby tam sobie trochę połazikować i pooglądać tamtejszy 'towar', a później wypić filiżaneczkę gorącej czekolady i troszkę się tym miejscem zahipsteryzować.


5. Salon de Lingerie

Panowie, to coś dla Was! Tak, tak! Chcecie zrobić swoim paniom i, może przede wszystkim, samym sobie miły prezent? Dajcie im voucher na zakupy w tym sklepie. W zeszłym roku dostałam taki to właśnie prezent od swojego Świętego Mikołaja, który jak sam go rozpakował, to szybko odleciał na Biegun Północny ;) Ten sklep z najpiękniejszą bielizną w Amsterdamie znajdziecie przy Utrechtsestraat 38. I uwierzcie mi, że zakupy w Salon de Lingerie są warte każdego euro...


6. Concerto

Concerto to taki polski Empik, tylko z duszą. Melomani i kinomani szykujcie portfele! Co ciekawe, znajdziecie tam nawet takie polskie klasyki, jak Przypadek Kieślowskiego, Nóż w wodzie Polańskiego czy Katyń Wajdy. Czyli wszystkie te polskie kultowe filmy bez happy endu. Dla fanów muzyki również to jest kopalnia perełek. Znalazłam tam płytę winylową z koncertu Pearl Jam. Pychotka! Tradycyjnie już kawy i jakiegoś ciacha też tam uraczycie. I znów to wszystko znajdziecie przy Utrechtsestraat.


7. Albert Cuyp Market

Na zakończenie jedyne takie miejsce w Amsterdamie przy Albert Cuypstraat, w którym możecie kupić prawie wszystko. Od ryb, mięsa, serów, owoców, warzyw począwszy, poprzez meble, gitary, turystyczne pamiątki czy śmieszne czapki, a skończywszy na ciuchach, bieliźnie, biżuterii, okularach, kosmetykach, koralikach i tak dalej, i tak dalej. Wymieniać można w nieskończoność. Jest to po trochu taki przaśny bazar, ale na pewno Albert Cuyp Market to jedno z kluczowych i kultowych miejsc na turystycznej mapie Amsterdamu. Jak pamiątki i daczowskie upominki dla rodzinki, to tylko tam kupować! Plus znajdziecie tam najtańsze w mieście chodaczki ;)



czwartek, 24 października 2013

Cho-daczki część 2, czyli kulturalne i artystyczne rozrywki w Amsterdamie!

Zgodnie z zapowiedzią i zgodnie z obietnicą, dziś przedstawiam Wam drugi odcinek cyklu Cho-daczki, czyli gdzie warto pójść w Amsterdamie w takich oto celach, jak:

A - gastronomiczno-rozrywkowo-hedonistycznych,
B - kulturowo-intelektualnych,
C - zakupowo-shoppingowych,
D - narkotyczno-seksualnych (ale ten punkt to już sami musicie sobie wygooglać, bo wiecie, cenzura... Moja mamusia też czyta tego bloga...)

Dobrze. Dziś więc weźmiemy na celownik punkt B i pobawimy się troszkę intelektualnie i troszkę kulturalne w myśl zasady prawdziwe życie to nie odpust ani kolorowe jarmarki, czyli podryw na wiejski weselu. Czy jakoś tak, czy coś w tym stylu. A tym bardziej trzeba wspomnieć o muzeach, skoro już niedługo, bo już za nieco ponad tydzień, czyli 2-go listopada czeka nas w Amsterdamie Museumnacht zwane z polskiego Nocą Muzeów! Juppi! No to otwieram dzisiejszą listę! (Wszystkie zdjęcia robótki ręcznej, bo jakżeby inaczej).

Zobaczta też:
 Cho-daczki część 1, czyli gdzie można pójść dobrze zjeść i wypić w Amsterdamie?

1. Tassenmuseum hendrikje

Coś dla fanów mody i stylu, a zwłaszcza dla tak zwanych fashionistów, czyli największe na świecie muzeum torebek i portmonetek, które mieści się przy Herengracht 573. Znajdziecie tam zarówno takie klasyki, jak Chanel 2.55 jak i śmieszne torebki w kształcie zwierząt, takiej kury na przykład (do kupienia w sklepiku znajdującym się na terenie muzeum) czy zrobione z... opony. I wbrew pozorom, uwierzcie mi, że nawet facetom niekoniecznie będącym fanami mody, też spodoba się to muzeum. Bo można tam zobaczyć zarówno kultowe, modowe perełki, jak i torebki sprzed kilku wieków, czy fikuśne, słodkie i urocze arcydzieła sztuki kaletniczej. A te ostatnie rozbrajają system ;)  


2.  Pianola Museum

Totalnie magiczne miejsce znajdujące się na Jordaanie. Na stronie muzeum możecie znaleźć rozkład koncertów odbywających się tam regularnie. Właściciel muzeum to prawdziwy miłośnik oraz pasjonata pianoli i może opowiadać o tym instrumencie godzinami. Z ręką na sercu przyznaję, że to najbardziej klimatyczne miejsce, w jakim byłam w ostatnim czasie. Zresztą już sam budynek, w którym znajduje się muzeum, wprowadzi Was w atmosferę sprzed dobrych stu lat temu, kiedy to właśnie powstała pierwsza pianola. Magii tego miejsca doświadczycie przy Westerstraat 106. A żeby było mniej magicznie, to tuż przy markecie Jumbo.

 
3. Anne Frank Huis 

Smutna i prawdziwa historia żydowskiej dziewczynki, która w trakcie drugiej wojny światowej wraz ze swoją rodziną ukrywała się w malutkim, zakamuflowanym aneksie mieszkalnym przy Prinsengracht 267. Pewnie kojarzycie tę historię z książki Dziennik Anny Frank. Jeśli nie, koniecznie przeczytajcie. W każdym razie właśnie to mieszkanie, w którym ukrywała się rodzina Franków i w którym Anne Frank pisała swój dziennik, polecam Wam zobaczyć. Może to miejsce nie wywołuje aż takich emocji, jak wizyta w Auschwitz, ale jeśli nawet Justin Bieber znalazł chwilkę, by wpaść tam będąc jeden dzień w Amsterdamie, to Wy tym bardziej powinniście ten dom zobaczyć.



4. Eye Museum

Co prawda akurat o tym muzeum była już mowa w osobnym poście w związku z wystawą Federico Felliniego Fellini w Eye Museum, czyli troszkę kultury , ale i tak warto wspomnieć ponownie o tym miejscu. Raz, że zawsze w muzeum jest jakaś ciekawa wystawa zazwyczaj poświęcona pracy kultowego reżysera. Dwa, jeśli ktoś ma już dość daczowskiego multipleksu zwanego Pathé może również w Eye przejść się do kina na aktualny repertuar albo jakiś dobry stary klasyk. I trzy, organizowane są tam również różnorakie przeglądy filmowe, stąd warto sprawdzać co jakiś czas stronę muzeum, żeby zobaczyć, co tam nowego mają w agendzie (ostatnio mieli przegląd filmów poświęconych modzie Film Fashion Fabulous). Żeby się dostać do Eye Museum musicie wziąć darmowy prom, który rusza spod tyłów Amsterdam Centraal. A jeśli z promu nie zobaczycie jeszcze tego patetycznego budynku, co na poniższych zdjęciach, to podaję adres, czyli IJpromenade 1.




5. Foam

Coś dla pasjonatów fotografii. To muzeum zdecydowanie jest moją mekką. Na terenie muzeum znajduje się galeria, w której średnio co dwa miesiące jest jakaś nowa wystawa. Jest i też biblioteka, sklep oraz kawiarnia. Wystawy najciekawszych fotografów, takich jak choćby Diane Arbus czy paparazziego Rona Galella (bo nie wiem do licha, czy to nazwisko się po polskiemu odmienia), znajdziecie właśnie w Foam przy Keizersgracht 609.


6.  Nemo

Miejsce bardzo przypominające Centrum Nauki Kopernika w Warszawie, z tym że Nemo jest nieco starsze (o jakiś kilkadziesiąt lat, bo w tym roku obchodziło 90 urodziny!) stąd i sprzęty ma bardziej przestarzałe i zużyte, niż te dostępne w Warszawie. To muzeum jest prawdziwą frajdą zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że dorośli bawią się tam lepiej, niż dzieci, bo coś to miejsce ma w sobie, że z poważnych ludzi robi maluchy w przedszkolu. Moim skromnym zdaniem to najlepsze miejsce na... randkę. A w końcu weekend tuż, tuż, więc wiecie... Zaszalejcie. Charakterystyczny budynek Nemo w kształcie statku znajdziecie przy Oosterdok 2.



 7. Het Scheepvaartmuseum

Jak już będziecie w Nemo możecie też później zahaczyć (jeśli oczywiście w Nemo nie zszedł Wam cały dzień) o Het Scheepvaartmuseum przy Kattenburgerplein 1. Przyznam Wam szczerze, że statki to nie moja bajka, ale jeśli chodzi o Museumnacht nie ma naprawdę lepszego miejsca na zakończenie muzealnego maratonu, niż właśnie w Scheepvaartmuseum, co możecie zobaczyć na ostatnim zdjęciu. Ten ogromny hol, tudzież dziedziniec muzeum, ma naprawdę sprzyjający klimat do imprezy, a już zwłaszcza gdy DJ gra fajną muzę na żywo, piwo leje się strumieniami, a w środku bawi się tłum. Daczy tłum.

 
 8. Openbare Bibliotheek 

 Biblioteka publiczna w Amsterdamie naprawdę robi wrażenie. Jej przestrzeń, architektura, a przede wszystkim zbiory, naprawdę mogą zaimponować komuś takiemu jak ja, kto głównie znał dotychczas małe, miejskie i polskie bibliote(cz)ki. Zarówno departament dziecięcy, audiowizualny, jak i ten tradycyjny z książkami, zachwycają swoim nowoczesnym designem. Openbare Bibliotheek dostarcza wrażeń nie tylko intelektualnych, ale i estetycznych. Światło, przestrzeń i design tego miejsca stwarzają doskonałe warunki do kreatywnej pracy. Warto się tam przejść choćby, żeby zobaczyć to miejsce przy Oosterdokseiland 143. A i można tam w spokoju i ciszy popracować nad nowym postem ;)


9. Concertgebouw

Coś dla melomanów przy Concertgebouwplein 2-10. Byłam tam zarówno na darmowym Lunchconcert, jak i niedawno na Tosce. Przez przypadek dowiedziałam się, że przy Tosce pracuje nasza rodaczka :) Jednak nie jestem pewna, czy jeszcze ją będą wystawiać w Concertgebouw, ale za to najbliższy darmowy Lunchconcert odbędzie się tam w środę 6 listopada o 12.30.
 

10.  Sarphatipark

Po zwiedzeniu tych wszystkich miejsc, które zapewne pobudziły Wasz intelekt, warto przejść się na spacer w jakieś piękne miejsce, by sobie teraz to wszystko, co zobaczyliście, jakoś w głowie poukładać. Pewnie zdziwicie się, dlaczego to nie będzie Vondelpark, a Sarphatipark w dzielnicy de Pijp. Odpowiedź jest prosta, jak budowa czołgu T-54. Otóż Vondelpark znają wszyscy, a Sarphatipark mimo, że jest znacznie mniejszy, według mnie posiada swoją magię i jak na park, całkiem przytulną atmosferę. Jest coś takiego w tym parku, że aż się tam człowiekowi miło myśli. A i kilku Daczy przy okazji Was zagada, bo to jakieś dziwne miejsce międzynarodowej integracji. Nie wiedząc czemu.



* Soldaat van Oranje musical

Jako ostatni wymieniam wyrwany nieco z kontekstu musical Soldaat van Oranje, który z racji tego, że nie odbywa się w Amsterdamie, jest tu oznaczony gwiazdką. Osobiście bardzo nie lubię musicali, ale... Ale to był najlepszy musical, na jakim byłam w swoim życiu. Ba! To było najlepsze widowisko teatralne, jakie miałam przyjemność oglądać (a sporo ich obejrzałam w swoim życiu z racji tego, że zawodowo je kiedyś recenzowałam). Ba! Trzymam się kurczowo tej opinii mimo, że cały musical był w języku daczowskim! Naprawdę, nie chcę zdradzać tu szczegółów, bo z całej powyższej listy, ten musical najszczerzej i najgorliwiej polecam Wam zobaczyć. Efekt zaskoczenia gwarantowany. To widowisko jest warte każdego ojrocenta, którego na niego wydacie. Czegoś takiego w Polsce nie uświadczycie. I szybko znów nie zobaczycie. Aż czuję, że rymuję. I już na koniec, jeszcze dla zachęty powiem tylko tyle, że nie bez kozery ogromna scena tego widowiska została wybudowana w ogromnym hangarze na... lotnisku w Katwijk.