poniedziałek, 27 października 2014

Belgia w obiektywie - Brugia

Brugia, z niderlandzkiego Brugge, czyli miasto, które jest wprost p-r-z-e-p-i-ę-k-n-e! Jest coś w tym mieście, że czujesz się tam, jak w bajce. Jak w scenografii do filmu. Jak w innej epoce. I nic w tym dziwnego, Brugia nazywana także Flamandzką Wenecją, posiada starówkę, która od wieków praktycznie pozostaje niezmienna, a które znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Brugia słynie też z... czekolady! Raz do roku odbywa się tam bowiem Festiwal Czekolady! A i z innego festiwalu słynie to miasto, bo z Festiwalu rzeźb z lodu i śniegu, który odbywa się w zimie, a który przyciąga tłumy. W tym mieście naprawdę nie można się nudzić! Co radzę od siebie, to skosztować tam przepysznych muli w sosie śmietanowo-czosnkowym w jednej z tamtejszych klimatycznych restauracji. Wypić regionalne piwo Brugse Zot w jednej z kawiarenek na Starym Rynku (Grote Markt). Kupić dla rodziny pudełko czekoladek w jednym z lokalnych sklepików z wyrobami czekoladowymi, a i samemu sobie oczywiście coś kupić - może czekoladowy młotek? Albo podkowę? Zrobić sobie wycieczkę łodzią między kanałami. I chodzić, chodzić i jeszcze raz chodzić tamtejszymi uliczkami, mostami i podziwiać! Wszystko! Architekturę, czystość, klimat, a nawet wystawy sklepowe. A i wieczorną porą po zmroku miasto ma całkiem inny klimat, niż za dnia. Cóż jeszcze można powiedzieć o Brugge? Uroku tego miasta nie da się naprawdę opisać! To miasto trzeba po prostu samemu zobaczyć i je poczuć, by dojść do wniosku, że Wenecja przy Brugii wydaje się dość mocno przereklamowana. Antwerpia owszem, też mnie zachwyciła, ale jest coś takiego w Brugge, że po pięciu minutach czułam się tam, jak w domu :)

czwartek, 23 października 2014

Świat według Daczy

Jacy są Dacze? Mentalnie? Czego chcą od życia? O czym marzą? Cóż... Typowy Dacz nie jest na pewno modelem faceta, który po przyjściu z pracy do domu siada przed telewizorem w śmierdzących skarpetkach, wsadza łapę w gacie i do żony, która krąży wokół niego niczym sęp chcąc wydębić kilka euro, krzyczy: Podaj mi piwo kobieto! Co to, to nie! 

A Daczki? Co z nimi? Na pewno nie farbują się na rudo, nie robią trwałej (takich permanentnych loków) ani nawet nie tapiruj włosów, nie biegają w szpilkach po domu i nie pozwolą rozstawiać się po kątach. Nie będą harować na dwie zmiany na męża nieroba i pyskate dzieciaki. Na komendę męża: Podaj piwo kobieto! Odpyskują: Sam je sobie weź! 


I oczywiście dzieciaki. Co o nich? Okazuje się, że holenderskie dzieci są... najszczęśliwszymi dziećmi na świecie! A przynajmniej same za takie się uważają według badań UNICEF-u, a badano ich warunki materialne, mieszkalne, zdrowotne, bezpieczeństwo, edukację oraz relacje rodzinne. Proste równanie: szczęśliwi rodzice = szczęśliwe dzieci.

A pies? A pies w Holandii to już w ogóle ma życie, jak w Madrycie! Eldorado! Socjal ma lepszy, niż emeryci w Polsce!

Brzmi, jak bajka? No, ale tak nie do końca nią jest. Pozwólcie, że w tym miejscu opowiem Wam pewną historię...

Duża kancelaria adwokacka w centrum Amsterdamu. W swoim biurze siedzi późną nocą Daczka i staje na głowie (niemal dosłownie), by wygrać sprawę nie do wygrania, choć wie, że jej klient jest niewinny. Myśli sobie już zmęczona: Cholera, najchętniej rzuciłabym to wszystko w diabły i poszłabym pracować sobie spokojnie do jakieś korporacji!

Kwatera gówna największego banku w Holandii. Ten sam dzień, ta sama późna godzina. Przy biurku siedzi spocony i głodny Dacz próbując dopiąć fuzję swojego klienta. Myśli sfrustrowany: Cholera, po co ja rzuciłem pracę w kancelarii i zacząłem harować tutaj? Trzeba było zamiast tego wynieść się do Tajlandii i zostać zawodowym surferem!

Tajlandia, ten sam dzień, choć wcześniejsza (a może to już późniejsza?) godzina. Siedzi Dacz na plaży po całym dniu surfowania i zrelaksowany myśli: No dobrze, rzuciłem robotę w korporacji, żyję tu sobie na luzie, beztrosko, niczym król, ale moje życie nie ma żadnego znaczenia, sensu, nie przynosi nic dobrego dla tego świata. A tyle cierpienia i biedy jest dookoła. Może powinienem coś zrobić dobrego? Pomagać na przykład dzieciom w krajach trzeciego świata?

Afryka. Upał. Ten sam dzień. Nieco późniejsza godzina. Słońce praży, młoda holenderska lekarka już dwunastą godzinę pracuje przy szczepieniu afrykańskich dzieci. Z tego upału i zmęczenia wkuła się źle, a dziecko rozpłakało się niemiłosiernie. Zrezygnowana myśli: Jak nie polio, to HIV, jak nie AIDS, to teraz Ebola. Jak nie ta zaraza, to inna. Jaki sens jest tego wszystkiego? No jaki? A mogłabym teraz sobie surfować spokojnie i beztrosko w Tajlandii...

Kilka lat później, rok 2023. Nocna godzina. Laboratorium wielkiego koncernu  farmakologicznego w Amsterdamie. Holenderska lekarka biorąca wcześniej udział w programie "Lekarze bez Granic" dokonała właśnie ze swoim zespołem przełomowego dla świata odkrycia. Nie tyle, co sobie myśli, ale krzyczy radośnie: Jest kur*a! (Pani doktor generalnie nie przeklina, ale sytuacja jakoś tak sprawiła, że jej się wymsknęło...) Mamy wreszcie szczepionkę na Ebolę!

Bo wszystko zaczyna się od marzeń, a raczej od niezadowolenia z obecnej sytuacji i chęci jej poprawy (naprawy)...

Wniosek z tej przypowieści jest taki, że wszyscy, niezależnie od narodowości, jesteśmy w gruncie rzeczy tacy sami: wszyscy czasem mamy dosyć, chcemy zmian, chcemy lepiej i więcej od życia. Wszyscy żyjemy marzeniami. Z tą tylko różnicą, że Dacz jeśli tkwi w sytuacji, z której nie jest zadowolony, która go irytuje, męczy, frustruje, to próbuje z nią coś zrobić. Próbuje ją zmienić. Kazus w przypadku Dacza to nie tyle, co problem, ile wyzwanie. I oto jest klucz do świata według Daczy. Tym kluczem są dwa słowa, które jakoś tak lepiej brzmią po angielsku - Challenge accepted!

 Jeśli człowiek stoi ciągle w tym samym w miejscu - nie może oczekiwać żadnych zmian i poprawy. Jeśli nic nie robi z marzeniami, nie działa w kierunku ich spełnienia - to marzenia pozostaną tylko marzeniami. A świat zmienia się i idzie do przodu właśnie dzięki marzycielom. A kilku z nich to i owszem, było, jest i będzie Daczami, jak ten Holender na przykład, co chce skolonizować Marsa - Czego to Ci Dacze jeszcze nie wymyślą?!. Albo pewien holenderski chłopiec, który chce oczyścić ocean ze śmieci. Sami zresztą zobaczcie to niesamowite video o sile jego determinacji.

Można? Można! Trzeba tylko chcieć, trzeba tylko ruszyć swoje szlachetne cztery litery i zacząć działać! Teraz! Już!
Paulo Coelho ;)

poniedziałek, 20 października 2014

Belgia w obiektywie - Antwerpia

Z lubym zrobiliśmy sobie ostatnio małą wycieczkę do Belgii, którą właściwie do tej pory znałam tylko z pięknej, ale zakorkowanej Brukseli. Padło na Antwerpię (Antwerpen) i Brugię (Brugge). Po tej wycieczce oficjalnie mogę napisać jedno - jestem wręcz zakochana w Belgii! Dziś na pierwszy ogień w tym fotograficznym mini cyklu idzie Antwerpia, która w 2011 roku otrzymała tytuł Europejskiej Stolicy Młodzieży. Czy zasłużenie? Zobaczcie poniższe zdjęcia i sami oceńcie, choć ja miałam wrażenie, że czas zatrzymał się tam wręcz dobrych kilkaset lat temu! O Antwerpii powiem też jedno - dobrze się tam robi zakupy :) W małych butikach można upolować prawdziwe oryginalne perełki i to za niewielkie pieniądze! Na pierwszych dwóch zdjęciach - Dworzec Centralny, który już na wstępie daje turystom obietnicę niezapomnianych wrażeń estetycznych w Antwerpii. I rzeczywiście miasto ją spełnia. Dodać do tego jeszcze piękną, ciepłą i słoneczną pogodą (w październiku!) oraz sławne belgijskie piwo sączone (a nie pite) na tarasie w jednej z urokliwych kawiarenek w centrum w doborowym towarzystwie i czegoż można chcieć więcej od życia?