niedziela, 16 sierpnia 2015

Belgia w obiektywie: Bruksela

Nie tak daleko od Holandii leży Belgia. Nie tak daleko - bo po sąsiedzku. A jeśli jesteśmy na przykład u rodziców Lubego w Zeeland - to do Belgii mamy przysłowiowy rzut beretem. Niecałą godzinę do Antwerpii, około półtorej godziny do Brugii i mniej niż półtorej godziny (to w sumie głównie zależy od korków) do Brukseli. Każde z tych miejsc jest magiczne na swój sposób, o czym mogliście się przekonać w poprzednich postach. Dlatego często odwiedzając moich przyszłych teściów przy okazji robimy sobie z Lubym wycieczkę do Belgii. Tym razem padło na Brukselę, która słynie ze swoich chrupiących gofrów, czekolady od słynnej (i jakże drogiej) Lady Godiva, fontanny z sikającym chłopcem - Manneken Pis przywdziewającym czasem różne stroje, magicznych uliczek ze sklepami vintage, przepięknego rynku, małych urokliwych kawiarni i francuskiej kultury przemieszanej troszkę z holenderską. To nie była moja pierwsza wizyta w Brukseli, ale pierwsza, kiedy miałam czas trochę pozwiedzać, poszwendać się po mieście i porobić zdjęcia. W centrum odwiedziłam małe i urokliwe Muzeum Kostiumów i Koronki (Museum of Costume & Lace). Zwiedzanie nie zajmuje więcej, niż czterdzieści pięć minut, ale ma wiele interesujących eksponatów. Cena biletu to 4 euro. Z Lubym pojechaliśmy też nieco dalej od centrum zwiedzić Autoworld, czyli coś dla chłopców, czyli muzeum samochodów. Trafiliśmy tam akurat na wystawę 80 lat JAGUARA, która potrwa do 30 sierpnia. Muzeum mieści się w niesamowitym budynku będącym częścią kompleksu Cinquantenaire i posiada naprawdę imponującą kolekcję. Wstęp to 9 euro od osoby. Niestety mieliśmy też przykrą niespodziankę. Już od jakiegoś czasu chciałam zwiedzić Muzeum Dalekiego Wschodu mieszczące się niedaleko Atomium, a które jak się okazało - jest zamknięte ze względów bezpieczeństwa (z powodu wadliwej konstrukcji budynków) aż do odwołania! Mimo to i tak weekend spędzony w Brukseli absolutnie uważam za udany pod każdym względem! Nawet pogodę, jak to już zawsze w Belgii, mieliśmy wręcz wymarzoną :)

czwartek, 6 sierpnia 2015

Idioci są wszędzie...

Niedziele popołudnie. Słońce. Przyjemna temperatura w okolicach dwudziestu pięciu stopni. Wracamy z Lubym od jego rodziców. Zatrzymujemy się na drodze, bo właśnie most jest podniesiony. Tak, jak 90% innych kierowców i pasażerów wychodzimy z auta zaczerpnąć świeżego powietrza i chociaż przez chwilę nacieszyć się piękną pogodą. A i nasz psiak mógł napić się spokojnie wody bez turbulencji. Gdy już chcemy wsiąść do auta podjeżdża do nas policjant na motorze. Coś mówi do Lubego, ale przez głośny silnik jego motoru Luby prawie nic nie słyszy. Bierze naszego psiaka na ręce i podchodzi uśmiechnięty do policjanta prosząc po holendersku, by mógł powtórzyć. Policjant poważnym tonem zapytał:

Dlaczego się uśmiechasz?

Lubego zamurowało. To nie można w Holandii się uśmiechać? Piękna pogoda, weekend, to dlaczego nie miałby się uśmiechać? Nic nie odpowiedział. Policjant zapytał go po holendersku:

Rozumiesz po holendersku czy angielsku?

Luby ma taką żyłkę na czole, która widzę, że zaczyna mu pulsować. Odpowiada policjantowi, że jest Holendrem.

To nie wiesz, że nie można tak sobie chodzić po autostradzie?

Luby i ja rozejrzeliśmy się dookoła. Prawie nikt nie siedział w swoim samochodzie... Luby już miał coś powiedzieć, gdy policjant widząc, że most już jest prawie opuszczony z powrotem, kazał nam wsiąść do samochodu i sam odjechał.

Jeszcze chyba nigdy nie widziałam Lubego tak wściekłego... Czemu ja nic mu nie odpowiedziałem?! Co za idiota! Mam szacunek do munduru, ale to nie znaczy, że mam mieć też szacunek do człowieka, który ten mundur nosi! A ten idiota na pewno na żaden szacunek nie zasługuje. To, że zastał swoją żonę z listonoszem nie usprawiedliwia go do takiego zachowania! Mógł mi nawet wlepić mandat, to przynajmniej miałbym jego dane. To skandal tak nadużywać władzy! Dlaczego się uśmiecham? Słyszałaś to?! No słyszałam. I Luby już całą drogę powrotną nie mógł odpuścić i wałkował ten temat. Nie mógł zrozumieć. Czuł się skarcony, jak uczniak w szkole, który po fakcie czuje się jeszcze gorzej, że nie miał nawet szans się obronić... Oj, jak ja dobrze rozumiałam Lubego! Sama niedawno byłam w podobnej sytuacji...

Środek tygodnia. Moloch zakupowy w centrum Amsterdamu zwany de Bijenkorf. Jestem z klientką na zakupach, kiedy nagle z impetem popycha mnie ktoś z taką siłą, że ledwo zachowałam równowagę. Fakt, tam zawsze jest ciasno, ale wystarczyło przeprosić, a nie pchać się, jakby co najmniej się tam paliło. Cóż zrobić, że mam tylko jedną parę oczu i tylko z przodu głowy? Zwracam więc kobiecie uwagę, że nie musiała mnie popychać. Przesunęłabym się, gdyby coś powiedziała, choćby takie zwykłe przepraszam. Daczka, koło pięćdziesiątki, popatrzyła na mnie karcącym wzrokiem:

Niech pani nie przesadza! Niech pani nie będzie taka wrażliwa! MY W HOLANDII NIE LUBIMY TAKIEJ PRZESADY!

Zatkało mnie. Serio. Przeprosiny tej kobiecie chyba nigdy by nie przeszły przez gardło... Już miałam coś powiedzieć, ale popatrzyłam na swoją zdumioną klientkę i stwierdziłam, że to nie byłoby profesjonalne z mojej strony wdawać się w utarczki słowne z tą panią. Stwierdziłam, że będę lepszym człowiekiem i odpuściłam. Choć niesmak pozostał. Jednak inną, podobną sytuację miałam tydzień temu. Znów byłam z klientką (inną) i tym razem robiłyśmy zakupy w jednym z butików na 9 straatjes. Wybrałam dla klientki łososiowy sweter i do niego turkusowe kolczyki. Sprzedawczyni mówi, że pomarańczowe będą lepsze. Tłumaczę jej więc, że jestem personal shopperem i zostaniemy jednak przy turkusowych.

Ale wie pani, ile one kosztują? Są bardzo drogie.

Odpowiadam, że to decyzja mojej klientki czy są dla niej za drogie, czy nie. Prychnęła... Z ironią? Ze złością? Żalem? Bólem dupy? Cholera wie... Przy płaceniu za sweter i turkusowe kolczyki sprzedawczyni spojrzała na mnie i wypaliła:

Pani klientka powinna jednak zobaczyć, jak cudownie ten sweter komponuje się z tymi pomarańczowymi kolczykami.

I poszła po te pomarańczowe kolczyki. Wróciła z nimi przystawiając je do swetra i mówiąc do mojej klientki:

Widzi pani, no widzi, jak pięknie! Jak lepiej teraz te kolory się komponują?

Na to moja klientka:

Poproszę zapakować te turkusowe. 

Daczka pakowała zakupy wściekła. Nie wiem naprawdę czemu tak ważne były te kolczyki. Oczywiście znów musząc być profesjonalną nie zareagowałam, choć tym razem bardzo, ale to BARDZO chciałam tej kobiecie coś powiedzieć. Na przykład to, że na pewno już nigdy do jej sklepu nie wrócę. A moja klientka (Szwajcarka) skwitowała żartobliwie całą sytuację, że pewnie kobiecina nie może być już szefem w domu, to pewnie chce chociaż być szefem w tym sklepie...

I tak Kochani dużo myślałam o tych kilku sytuacjach z ostatnich dni... Myślałam, myślałam i doszłam do wniosku, że do ostatniego postu: Czego w Holandii nie lubię? powinnam dodać jeszcze jeden punkt. Nie lubię Holendrów też za to, że są zwyczajnie nieuprzejmi i aroganccy. Niegrzeczni wręcz. Skonkludowałam, że ja tak naprawdę chyba nie lubię Holendrów. Nie lubię ich mentalności. Ich sposobu myślenia. Ich zachowania. A potem pomyślałam o tych wszystkich cechach, za które Daczy lubię. Za które ich szanuję, a nawet podziwiam. I potem pomyślałam już niejako z uśmiechem i z ulgą: IDIOCI SĄ WSZĘDZIE. I przez kilka grubiańskich jednostek nie ma co generalizować, że cały naród jest taki.

Ile to razy ktoś w Polsce podniósł mi ciśnienie? Ile to razy w Polsce ktoś podłożył mi z premedytacją przysłowiową świnię? Niedawno jak kilka dni temu kupiłam na Allegro torebkę, gdzie pani skrupulatnie na zdjęciach ukryła plamy, a potem nie chciała przyjąć zwrotu, bo torebka była zgodna z opisem... Pomyślałam - boże, jakie to polskie! Byle by tylko sprzedać i pozbyć się wadliwego towaru. Niech to będzie teraz czyjś inny problem... A ile to razy na weekendzie w Paryżu pomstowałam na Francuzów? Ile razy na wakacjach w Grecji wkurzała mnie powolność Greków? I również Hiszpanów? Jasne, że są pewne cechy narodowe, ale tyle, ile jest idiotów, ignorantów, malkontentów, innych "tów" i dupków w Holandii w tym samym czasie tyle samo jest ich w Polsce, jeśli nie więcej patrząc na podwójną liczebność naszych obywateli. Tyle samo jest też idiotów w innych krajach, bo tak po prostu jest na świecie, że ludzie są różni. Dobrzy, źli, są lepsi i są też gorsi, ale tylko SAM PASZPORT JESZCZE NIKOGO NIE CZYNI ZŁYM CZŁOWIEKIEM!

I doszłam do wniosku, że pomstowanie na Daczy, że są tacy i tacy, a tacy - nie ma sensu. Nie ma sensu tracić energii na wściekanie się na cały naród. Podobnie jest z Polakami. I z każdym innym krajem, który można tu wstawić. Kiedy Luby pomstował na tego policjanta kiwałam głową i patrząc przez pryzmat swoich ostatnich doświadczeń powiedziałam: No Dacze, kochanie. I Luby powiedział, że nie, że to nie Dacze, ale jeden idiota, który mając gorszy dzień postanowił wyżyć się na kimś, kto mu nie podskoczy. Ale ten jeden idiota nie powinien wystawiać świadectwa całemu narodowi.

I Luby, jak zawsze - miał rację.

Jednym z moich ulubionych filmów jest Mroczny Rycerz Christophera Nolana. Widziałam ten film już kilka razy. Moją ulubioną sceną jest moment na statku, kiedy wielki, czarnoskóry oraz wytatuowany więzień grany przez Tommy'ego Listera bierze pilota, który ma zdetonować bombę (na innym statku tym samym ocalając życie jemu oraz pozostałym więźniom) i zamiast przycisnąć guzik, wyrzuca detonator za okno. No właśnie. Wiem, że to tylko film i może marny przykład, ale świat jest pełen idiotów i w tym samym czasie jest pełen cudownych ludzi, którzy również nas zaskakują, ale w inny, bo w bardzo pozytywny sposób. Życzę więc Wam i sobie nie tylko tu w Holandii, ale i na całym świecie, spotykać mniej na naszej drodze idiotów, a więcej ludzi, którzy wnoszą w nasze życie radość, uśmiech i spokój :)