niedziela, 15 listopada 2015

.......

To, co się stało w piątek w Paryżu, wstrząsnęło zarówno całym światem, jak i chyba każdym z nas z osobna. Czy to mogło stać się wszędzie? I tak, i nie. Czy możemy czuć się dalej bezpiecznie w Europie? Mieszkając zwłaszcza w jej stolicach? Hmm... Kogo za to winić? Zbyt liberalną politykę Unii? Przyjmowanie uchodźców, których tożsamość jest nieznana? Tożsamość, przeszłość, zamiary... Co wiemy o uchodźcach? Czy jest sens ich winić za zaistniałą sytuację we Francji? Nic w tym temacie nie jest ani oczywiste, ani proste. Jest to problem bardziej skomplikowany, który tak naprawdę rozwija się już od lat. Teraz jesteśmy świadkami jego eskalacji. Czy będzie lepiej, czy gorzej? Zobaczymy...

Mieszkam, można tak powiedzieć, w centrum Amsterdamu. W tak zwanej dobrej dzielnicy. Mieszkam koło meczetu. Wiem to, bo raz Luby na spacerze powiedział mi, że to meczet. Aż nie mogłam uwierzyć. Nigdy nie zwracałam uwagi na ten niepozorny budynek. Raz zaczepił mnie mężczyzna na ulicy. Z dyktafonem. Byłam na spacerze z psem. Zapytał, czy mieszkam w okolicy. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że tak. "Czy przeszkadzałoby mi, gdyby z meczetu puszczano wezwanie do modlitwy?". Czy by mi to przeszkadzało? Chyba nie. Na wakacjach w Bodrum mi to nie przeszkadzało. Ale czy to jest Turcja? No nie. Trudne pytanie i to z zaskoczenia. Gdzie leży granica wolności religijnej? W końcu Polacy też mają tu swój kościół... Kolejne pytanie: "W co wierzę?". Przyznam szczerze, że jeszcze nigdy nikt mnie o to w Holandii nie zapytał, a zwłaszcza na ulicy. "Jestem ateistką". Odpowiadam szczerze. "Czyli nie wierzysz w nic? Żadnego boga?". "Żadnego". "A wierzysz w swojego psa?". "Nie, swojego psa kocham, ale nie wierzę w niego". Żeśmy sobie pogadali. Zdarzyło się to kilka miesięcy temu. Żadne wezwanie do modlitwy z tego meczetu nie jest puszczane do tej pory.

Ankieta uliczna wśród sąsiadów chyba się nie udała. Pytanie do Was - gdzie leży granica wolności religijnej w Europie?

Na to niech każdy sobie teraz sam odpowie. Ja nie mam w tym temacie opinii. Dla mnie każda religia nie ma sensu...

Kiedyś mieszkałam w dzielnicy de Pijp. Tuż obok muzułmańskiej szkoły podstawowej. Tak. Muzułmańskie dzieci mają tu swoje szkoły, ciężko więc od małego im się pewnie zasymilować... Cały weekend rozmawialiśmy z Lubym na temat zamachów w Paryżu. Zastanawialiśmy się nad tym, czy znamy dobrze jakiś muzułmanów. Luby - tysiąc znajomych na Facebooku i nie zna żadnego. Ja znam jedną dziewczynę z Pakistanu, z którą chodziłam na lekcje holenderskiego do szkoły językowej. Bardzo fajna młoda dziewczyna. Poznałyśmy się trzy lata temu, jak jeszcze chodziła do liceum w Pakistanie. Obecnie studiuje w Amsterdamie. Jak wchodzę teraz na jej facebookowy profil, prawie wszyscy jej znajomi mają zmienione zdjęcie na flagę francuską, by okazać wsparcie dla Paryża. Ją znam, trochę. I to by było na tyle z "bliskich osób". Inni muzułmanie, jakich "znam", to Turcy z warzywniaka obok czy pan prowadzący sklep irański. Mili, uprzejmy, znający język holenderski i angielski, którzy mają tu swoje biznesy i którzy przyjechali tu w jednym celu - mieć święty spokój. O żadnym ze "znanych mi" muzułmanów nie powiedziałabym więc złego słowa. Jednak prawda jest taka, że wśród moich bliskich znajomych i przyjaciół czy znajomych Lubego naprawdę nie ma nikogo, kto modli się do Allaha.

Ale i z drugiej strony - czy znamy też jakiś Żydów?

Jakby nie patrzeć są pewne wyznania, które zawsze trzymają się w swoich grupach, zawsze ciągną do swoich. Dziwnym jest dla mnie, jak bardzo religia może decydować o przynależności do danej grupy i jak bardzo ludzie potrafią zamykać się w jej obrębie. Czy religia jest aż takim "prostym" podziałem ludzkości w XXI wieku?

Co nie daje mi spokoju w tej całej sprawie, to agresja ludzi wobec uchodźców po atakach w Paryżu. Nie każdy terrorysta jest uchodźcą i nie każdy uchodźca jest terrorystą. Jestem pro uchodźcom z Syrii, a zarazem jestem im przeciwna, a raczej jestem przeciwko butnym 20-30-letnim mężczyznom roszczącym sobie tylko prawa do zasiłków. Mężczyznom, którym w imię Allaha się należy. Którzy zamiast walczyć za swój kraj, wolą uciekać do Europy i czekać, aż problemy w ich ojczyźnie rozwiąże za nich ktoś innych. Temu stanowczo mówię: NIE! Jestem jednak za tym, by pomóc rodzinom walczącym przeciwko tyrani, starcom walczącym o godny byt, matkom z dziećmi, które potrzebują wsparcia - jestem za tym, by im pomóc. Im wszystkim, BEZ WZGLĘDU NA ICH NARODOWOŚĆ, RELIGIĘ I RASĘ! Chyba jak każdy boję się napływu w Europie imigrantów z Syrii, a raczej boję się tego, ilu wśród tych mężczyzn jest potencjalnych terrorystów. Ilu wśród nich jest ludzi, którzy naprawdę potrzebują pomocy i którzy będą respektować naszą kulturę, zasady czy prawo?

Troszkę też chyba zatracamy trzeźwy osąd w tej reklamowanej hucznie przez media poprawnej polityczności, bo wypada być za uchodźcami, niezależnie od ich intencji i płci. Jesteś przeciwko - to jesteś rasistą. Ba! Hitlerem. I z drugiej strony, troszkę też zatracamy się w swojej agresji wymierzonej wobec nich. Popadamy wręcz w nienawiść. Ja widzę to tak, by nie zaślepiać się w tej kwestii ani w nienawiści, ani w całkowitym poparciu dla wszystkich, co przybywają do Europy i chcą statusu uchodźcy. Tam, gdzie zaślepiamy się na jedną kwestię, tam nigdy nie znajdziemy rozwiązania. Dla mnie to tak skomplikowana sprawa, że z niedowierzaniem patrzę na ludzi, którzy mają w tej kwestii jeden skrajny pogląd.

Świat naprawdę nigdy nie jest czarno-biały!

Problem uchodźców jest bardzo, ale to bardzo złożony, ale musimy też pamiętać, że to problem całej Europy, całej Unii, a nie tylko Niemiec, Francji czy Holandii. Nie możemy od niego się odwrócić plecami - jako Polska i powiedzieć, że to nie nasza sprawa, nas to nie obchodzi. Owszem, gdzieś na górze, gdzieś na samym szczycie politycy Europy muszą pomyśleć nad innym rozwiązaniem kwestii uchodźców, bo zdaje się, że obecnie nie jest to prowadzone we właściwy sposób. W tym wszystkim pamiętajmy o jednym - uchodźcy to są też ludzie. Często bardzo doświadczeni przez wojnę...

To prawda, że zawsze należy pomóc drugiemu człowiekowi. Pod warunkiem, że pomocy tej naprawdę chce i potrzebuje. Co Europa może zrobić? Odesłać wszystkich uchodźców? A niech sobie tam giną u siebie w Syrii? Nie. Co można według mnie zrobić, to zacząć szkolić tych mężczyzn, którzy i tak niewiele tu robią. Wyszkolić ich militarnie, nauczyć jak używać broni, jak walczyć. Stworzyć obóz szkoleniowy może na jakieś pustyni, a potem uzbroić ich i pomóc im wrócić do Syrii, gdzie po takim szkoleniu mogą walczyć za swój kraj. Bo jak długo Francja ma za nich walczyć? I również ponosić tego tragiczne konsekwencje? Ktoś powie, że wyszkolimy terrorystów. Pewnie i tak. Ale oni są już dobrze wyszkoleni... Problem jest właśnie w tym, że nie możemy zweryfikować ludzi przybywających tutaj do Europy. Nie możemy dać im pracy, bo nie mają zawodów, nie znają języka. Dać im pieniądze, wyżywienie, schronienie - jak widać też nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie rozumiemy ich kultury, ich sposobu myślenia, ich religii. Co możemy więc dla nich zrobić? Ano pomóc im wrócić do kraju, który będzie już bezpieczny. A potem ewentualnie spróbować zapewnić tym ludziom edukację, bo tylko ona pomoże im otworzyć szerzej oczy i zobaczyć coś więcej poza wojną i Allahem.

Nie znam się na polityce, ale jako pisarz miałam potrzebę napisania o tym, co czuję i jak ja postrzegam ten problem. Każdy pewnie ma swoje obserwacje - więc podzielcie się z nimi tutaj, jak macie taką potrzebę i ochotę, ale proszę - nie hejtujcie. Nienawiścią i agresją, jak widzicie po Paryżu, niczego się nie osiągnie, poza szerzeniem strachu i ksenofobii. Widzę tu, w Holandii, w mojej dzielnicy, tych dobrych muzułmanów i widzę w mediach tych, którzy są terrorystami. Idioci są wszędzie. Radykałowie są wszędzie. Zło jest wszędzie. cZŁOwiek jest wszędzie. Patrząc na to, co się stało w Paryżu widać też, że ludzie potrafią się zjednoczyć przeciwko złu. Tylko kto w tym konflikcie jest tak naprawdę zły? Religia, pojedynczy człowiek, określona grupa, system czy coś, co leży u podstaw terroryzmu? Nikt terrorystą się przecież nie urodził. Dlaczego więc człowiek się nim staje, co go do tego zmusza? Mam takie wrażenie, że terroryzm jest tylko objawem choroby i dopóki nie zwalczymy jej przyczyny, dopóty będziemy świadkami kolejnych ataków... Tak bardzo chciałabym się jednak mylić...

Peace and love Kochani!